Blog Kokosa

.NET i okolice, wydajność, architektura i wszystko inne

NAVIGATION - SEARCH

Inny, wspaniały świat - odcinek 03

Każdy odcinek stawia bohatera Mirka przed wyborem, którego dokonujesz Ty Czytelniku. Ja na podstawie głosowania piszę kontynuację fabuły - około 400 słów by nie było za długo, by było granularnie. Zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi! Zapraszam do wspólnej zabawy. Poprzedni odcinek.

- W wieku 15 lat wraz z ojcem odbyłem służbową, roczną podróż do USA. Tzn. tata odbywał służbową, ja tylko z nim pojechałem... - zacząłem motać się lekko, mimo najszczerszych starań by przyznanie się do tej podróży brzmiało jak "wybraliśmy się na wycieczkę do Radomia". Usta pękały mi od suchości a głowa pulsowała od mieszanki kaca i emocji. Starałem się wyłapać jakąkolwiek reakcję siedzącej przede mną komisji ale wyglądali jakby rutyna i znudzenie całkowicie zawładnęło ich życiem. Odzyskując lekko rezon kontynuowałem.

- Po powrocie żywo zainteresowałem się technologiami informatycznymi i już właściwie wiedziałem, że chcę się tym zajmować zawodowo. Dlatego wybrałem liceum o odpowiednim profilu. Wtedy to też uzyskałem dzięki rodzinie swój pierwszy osobisty komputer, w którym zacząłem programować w języku Bas...

- A zatem - w pół zdania przerwał mi łysiejący członek komisji siedzący na lewo od przewodniczącej - żywo, jak raczył Pan nam łaskawie wyartykułować, zainteresował się Pan informatyką po powrocie z USA? 

Sposób w jaki zaakcentował "żywo" oraz "po" w swoim pytaniu nie pozostawiał złudzeń - łysiejący Pan był niezmiernie zadowolony z tego, że przyłapał mnie na bardzo niefortunnym sformułowaniu. Przynajmniej według swojej oceny. Mój otępiały mózg przeszyła fala paniki. To koniec. Nie mam siły z gracją wybronić się z tego kretyńskiego przytyku.

- Myślę, szanowny kolego - nieoczekiwanie głos zabrał trzeci członek komisji - że biografia pana Mirosława nie jest jeszcze na tyle interesująca, byśmy musieli ją tu zgłębiać w szczegółach. 

Po czym wraz z niemal uprzejmym skinieniem głowy zwrócił się do mnie - Proszę kontynuować.

- Tak, ale przyzna pan inżynierze Maciejewski - kontynuował łysiejący pan wyraźnie się rozgorączkowawszy, wypowiadając każde kolejne słowo coraz szybciej - że to smutne iż nasza młodzież potrzebuje zachodniej inspiracji by zainteresować się dziedziną, która jest dumą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i dopiero po powrocie - te dwa słowa wymówił ze szczególnym akcentem - odnajduje w niej swe powołanie!

- Ale przynajmniej wraca, doktorze Kaczmarek - odpalił inżynier Maciejewski. Twarz łysiejącego pana, który okazał się być doktorem Kaczmarkiem, poczerwieniała nagle. Był to najwyraźniej cios w czułe miejsce, bo jego usta otworzyły się szeroko i już zbierały się do ataku gdy wtrąciła się przewodnicząca:

- Panowie, uprzejmie proszę o spokój, nie czas i miejsce tu na takie rozmowy.

Jej głos był tak nijaki i tak znudzony, iż dość skutecznie ostudził szybko narastające napięcie pomiędzy oboma panami. Widać było, że dzieli ich jednak coś więcej niż tylko ideologiczny spór o efektach migracji młodzieży. Przyznam, że nie tego spodziewałem się na Państwowym Egzaminie Zawodowym upoważniającym do uzyskania Licencji Zawodowej Informatyka. Komisja kłóci się ze sobą. 

- Czy gdyby Pan mógł, zostałby Pan tam? - odezwał się nieoczekiwanie czwarty, ostatni już członek komisji. Do tej pory był najmniej zainteresowany przebiegiem egzaminu i zdaje się, patrzył od początku w kierunku okna. Teraz jednak przeszywał mnie wzrokiem a jego proste z pozoru pytanie zdawało się wybrzmiewać w moich uszach w nieskończoność.

Co miałem odpowiedzieć? Podobało mi się w USA, gdyby tylko dało się tam ściągnąć całą rodzinę to hej, pewnie że bym został! Ale wtedy byłem też sporo młodszy, wszystko traktowałem w kategoriach przygody a nie życiowych decyzji. Mętlik w głowie nie pomagał mi sformułować dobrej odpowiedzi. Po co on mnie o to właściwie pyta?! Właściwie, sam nie znam odpowiedzi...


blog comments powered by Disqus